Newsletter




Wyszukiwarka na stronie

Kalendarz

< Wrzesień 2010 >
Pn Wt Ś Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Reklama B6

Get Adobe Flash player

Wpływy kuchni innych narodów na kształt kuchni polskiej

Jerzy Pasikowski radzi > Jerzy Pasikowski radzi | Poniedziałek, 20 Wrzesień 2010 15:00

Wpływy włoskie

903450_pasta_ingredients.jpg

Tradycje wpływów włoskich w kuchni polskiej sięgają XIII i XIV wieku kiedy to nastąpiły znaczne kontakty handlowe z Polską kupców z Genui, Florencji i Wenecji. Jednak dopiero za panowania Kazimierza Wielkiego i Władysława Jagiełły nastąpił znaczny napływ Włochów do Polski czyli przed przybyciem królowej Bony w 1518 roku, i trwał nieprzerwanie do XVII wieku. Przez cały ten czas w stronę Włoch zwracały się polskie aspiracje kulturalne a co za tym idzie kulinarne. Mimo to kuchnia włoska spotykała się z różnymi reakcjami Polaków. Jedni chwalili jej wyszukany smak i lekkość, drudzy wyśmiewali się z dań zupełnie w Polsce nieznanych.

W źródłach czternastowiecznych pojawiały się wzmianki o takich owocach jak: figi, rodzynki, migdały i cytryny, które pojawiły się już w okresie panowania królowej Jadwigi, żony Władysława Jagiełły, a pomarańcze pojawiły się na dworze Zygmunta I na początku XVI wieku. Podkreślić należy, że do końca XIV wieku nowinki kuchni włoskiej docierały jedynie do dworów i sfer magnackich. Dopiero wiek XVIII przyniósł szersze rozpowszechnienie tyj kuchni w Polsce. Panująca opinia, że królowa Bona sprowadziła do Polski warzywa jest nieprawdziwe, gdyż już na dworze króla Jagiełły jadano sałatę, buraki, kapustę, rzepę, marchew, groch i kalafiory o czym świadczą ówczesne rachunki dworskie. Jedyną niepodważalną sprawą jest to, że kuchnia na dworze królowej Bony była prowadzona na modłę włoską, gdyż zatrudniała jako kucharzy wyłącznie Włochów, którzy osiedlali się na stałe w Polsce i najmowani byli do przygotowywania przyjęć również na dworach magnackich wprowadzając coraz to częściej typowo włoskie potrawy stające się codziennym menu. Z całą pewnością również można stwierdzić, że na dwór królowa Bona sprowadzała w bardzo dużych ilościach owoce takie jak: pomarańcze, cytryny, granaty, oliwki, figi, kasztany, rodzynki, migdały oraz jarzyny włoskie, ryż i różnego rodzaju korzenie: pieprz, koper włoski, szafran, imbir, gałkę muszkatołową, goździki, cynamon, cukier, marcepany i oliwę z oliwek. Również wiadomym jest, że na królewskim dworze pojawiły się nie znane jeszcze w Polsce widelce, które jednak do powszechnego użytku weszły dopiero w XVII wieku.

Pod wpływem włoskiej kuchni łagodzono smak niektórych potraw staropolskich, głównie ciężkich i zawiesistych sosów a jadłospisy wzbogacano większą ilością jarzyn i owoców oraz zaczęto używać coraz to większej ilości przypraw.

Jednak nie brakowało osób szydzących z tradycji kulinarnych włoskich, wśród których były takie osoby jak Mikołaj Rej i nawet Jan Kochanowski, a krytykę szlachty polskiej wywoływały takie produkty jak: żaby, mięczaki, oraz warzywa, głównie sałata, karczochy, pokrzywy, osty, rzodkiew, rzeżucha, kalafiory i owoce takie jak melony i kasztany.

Mniej więcej w połowie XVIII wieku można zauważyć zmiany w kuchni staropolskiej w odróżnieniu do czasów Reja to co było obrzydzane stawało się modne.

Wytworne obiady w polskich domach kończyły się w tym czasie włoskimi lodami lub tortami czy czekoladami. Przemiany zachodzące w jadłospisach XVIII wiecznych uwidoczniały również jak wspomniane było wcześniej bogatszy asortyment warzyw, do których doszły głównie karczochy i szparagi, o których wspominał Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”.

Większość nazw warzyw nosi nazwy wywodzące się z języka włoskiego (kalafior, karczochy, pory, cebula, szparagi, fasola, cukinia, sałata).W wieku XIX doszły do tej listy: pomidory, skorzonera, endywia, szpinak i cykoria.

Włosi obok Szwajcarów tworzyli również podstawy cukiernictwa w Polsce a głównie w dużych ośrodkach miejskich takich jak Warszawa, Kraków czy Lwów. Pierwsza cukiernia została otworzona w Warszawie przez nuncjusza papieskiego w 1779 roku. Domeną cukierników włoskich były oczywiście lody oraz torty, pączki, słodkie napoje takie jak lemoniada i oranżada oraz czekolady, ciastka z owocami i galaretką, owoce w syropach i smażone kasztany.

W XIX wiecznej Polsce podróże Polaków zaowocowały importem artykułów takich jak: salcesony, szynki, marcepan, winogrona, ser parmezan, kiełbasy z Modeny i Parmy. Jednak upowszechnienie kuchni włoskiej w Polsce przyniosła dopiero druga połowa XX wieku.
 
Wpływy orientalne

Śladów kuchni orientalnej w Polsce można doszukiwać się już w czasach średniowiecza. Dla mieszkańców Rzeczypospolitej w XVI i XVII w. Wschód kojarzył się z konfliktami na pograniczu, ze stałymi najazdami tureckimi, z pogańskim wrogiem. Jednocześnie w tym samym czasie Wschód nadzwyczaj wyraźnie przenikał do kultury magnacko-szlacheckiej.

Do Polski przybywali przedstawiciele kultur wschodnich na długo przed XVII w. W miastach polskich, zwłaszcza kresów południowo- wschodnich, osiadali Ormianie, na Litwie- Karaimi i Tatarzy. Specjalności kuchni Wschodu docierały do Polski przede wszystkim za pośrednictwem Ormian uczestniczących w wymianie handlowej i kulturalnej między Rzeczypospolitą a krajami Wschodu. Najwcześniej tamtejsze specjały trafiały na stół monarszy. Przywozili je w darze posłowie sułtanów i wysłannicy królewscy.

Miasta przez częste kontakty z przyjezdnymi były otwarte na wszelkie nowinki. We Lwowie, Krakowie, Kamieńcu Podolskim, Zamościu silnie zaznaczyły się wpływy orientalne, było tu bowiem wielu Ormian, także tych osiadłych na stałe. Długotrwała koegzystencja ludności napływowej z miejscową powodowała wzajemne przenikanie obyczajów, również kulinarnych. Oprócz Ormian orientalne wpływy do naszej kuchni wnosili także handlujący z naszymi kupcami Turcy, Żydzi i Grecy.

Wśród towarów wschodnich najwcześniej przyswojonych w polskiej kuchni były korzenie, czyli przyprawy, symbolizujące przepych Orientu. Imbir, szafran, pieprz, goździki, cynamon, kwiat muszkatałowy, używane do potraw mięsnych i ciast, nadawały codziennemu jedzeniu nowy, specyficzny smak. Stosowano je też do tłumienia nieprzyjemnego zapachu nieświeżego mięsa. Uważano, że korzenie sprzyjają trawieniu pokarmów, zaostrzają apetyt, wierzono nawet, iż „oczyszczają krew”.

Ceny ich były jednak wysokie, toteż korzeni używano tylko na bogatych stołach. Suche przyprawy ucierano w moździerzach i przechowywano w drewnianych lub metalowych pudełkach. Cudzoziemcy goszczący na polskich ucztach dziwili się nadmiernemu stosowaniu korzeni oraz mnogości potraw. Dopiero na przełomie XVIII i XIX w. zmniejszyło się użycie orientalnych korzeni. Silnie przyprawione potrawy były wypierane przez delikatniejsze, m.in. pod wpływem kucharzy francuskich.

Ze Wschodu pochodzi mak, popularny w Polsce i chętnie stosowany w kuchni.

318785_poppy_seeds.jpg

W szesnastowiecznym Krakowie wśród ciast wielkanocnych znane były „maczniki” i pierniki mocno zaprawione przyprawami”. Dodajmy, że kutia- słodka potrawa wigilijna przygotowywana z maku, pszenicy i miodu- dotarła na polski stół za pośrednictwem kuchni rosyjskiej i litewskiej.

Szlacheckim podniebieniom przypadły do gustu orientalne bakalie. Z różnych przekazów między innymi z XVI w. dowiadujemy się o stosowaniu w kuchni: migdałów, rodzynek, cytryn, fig, oliwy, ryżu, cukru. Bakalii używano do ciast i deserów, zwłaszcza do mazurków, keksów i bab, a także podawano je podczas wieczerzy wigilijnych przy śpiewaniu kolęd.

Za Jana III Sobieskiego wpływy orientalne zwiększyły się jeszcze bardziej. Podczas odsieczy wiedeńskiej królewscy wojownicy zetknęli się z tureckim obyczajem picia kawy. Zwyczaj picia kawy najwcześniej pojawił się w zamożnych kręgach Gdańska.

W XVIII i XIX w. picie kawy rozpowszechniło się w znaczniejszych dworach i domach. Do jej parzenia utrzymywano specjalną służbę- kawiarki. Chociaż kawa docierała do Polski ze Wschodu i z Zachodu, za najlepszą uważana była turecka mokka, która znacznie później została wyparta przez różne odmiany kawy brazylijskiej. Za Stanisława Augusta Poniatowskiego powrócono do kawy przyrządzanej po turecku.

Z języka tureckiego zapożyczyliśmy również nazwy naczyń do parzenia i picia kawy: filiżanka, imbryk, czara, czarka. Sympatycy Orientu sprzęty te sprowadzali z Turcji, zanim pojawiła się porcelana miśnieńska czy sewrska.

W XVIII w. zwiększył się jeszcze napływ orientalnych słodyczy, bakalii, konfitur. Uznaniem cieszyły się sorbety, czyli mrożone napoje owocowe, smażone w miodzie owoce, nazywane z francuska konfiturami, owoce kandyzowane smażone w syropie z cukru, a zwłaszcza mające posmak Orientu konfitury korzenne, jak np. konfitura z imbiru, fig z goździkami, z dyni, z tataraku, z zielonych gorzkich pomarańczy. Orientalne słodycze stanowiące kompozycję orzechów , migdałów , miodu , ziarna sezamowego, rodzynek, cukru, tłuszczu, zaprawione wonnościami i naturalnymi barwnikami, budziły zachwyt swoim smakiem, aromatem i barwami. W sprzedaży znalazły się sezamki, makagigi, rachatłukum (co w języku arabskim znaczy „ukojenie gardła”), ciastka z kajmakiem który w języku tureckim oznacza śmietanę, i wiele innych słodyczy. W dziewiętnastowiecznym Krakowie i Lwowie nowością stały się chałwy w kilkunastu gatunkach, sezamki, bambuchy, nugaty i wiele innych wschodnich słodyczy. Do tej pory niektóre z tych specjałów znajdują licznych amatorów.

Wpływ Orientu na kuchnię polską widoczny jest w książkach kucharskich wydanych w XVIII i XIX w. W starych podręcznikach kulinarnych znajdziemy przepisy potraw „na stary sposób wschodni”, „po turecku”, „po sułtańsku”, „po tatarsku”. Jeżeli chodzi o mięsa, w praktyce znaczyło to ich marynowanie lub wędzenie, a następnie duszenie w słodko- kwaśnym sosie. Łukasz Gołębiowski, znawca obyczajów przełomu XVIII i XIX w., pisał w Domach i dworach, że „naukę”, jak uchronić mięso przed zepsuciem, a jednocześnie nadać mu kruchość, czyli marynowanie mięsa w saletrze i ziołach, przyjęliśmy od Ormian. Potrawę mięsną tym sposobem przyrządzoną Ormianie nazywają czamanga”. Owe wschodnie sposoby przyrządzania mięs dotyczyły początkowo przede wszystkim baraniny. Baraninę zamarynowaną po turecku początkowo pieczono w otwartym ogniu na rożnie, później również duszono z cebulą lub czosnkiem. Podawano z ryżem gotowanym w rosole z dodatkiem pieprzu, szafranu lub innych przypraw, pomidorów, papryki lub na słodko z rodzynkami.

Natomiast „baranina po tatarsku” oznaczała baraninę marynowaną, a następnie wędzoną lub też duszoną z suszonymi owocami albo marynowanymi warzywami. Można wymienić jeszcze wiele potraw i pomysłów na nie, które wzbogaciły kuchnię polską. Wspomnieć warto o kaszy gryczanej i o jej zastosowaniu. Grykę wykorzystywano na wiele sposobów. W Polsce południowo- wschodniej przygotowywano pierogi z kaszą gryczaną i serem, kaszą gryczaną nadziewano pieczone prosię, gotowano z niej kluski, jadano okraszoną skwarkami z zsiadłym mlekiem, podawano z suropiekami, czyli staropolskimi zrazami.

Prawdopodobnie i tatar przyszedł do nas ze Wschodu. Jako polska zakąska przeszedł on pewną metamorfozę. Autorka książki kucharskiej z połowy XIX w. radziła go „uskrobać z polędwicy wołowej”. Sos tatarski, kefir, jogurt, kumys, szaszłyk i pilaw na sposób turecki, potrawy głęboko tkwiące w tradycji kulinarnej narodów Kaukazu, znalazły amatorów w Polsce w XIX w. i później. Na stół wigilijny, obok tradycyjnie polskich, podawano potrawy o pochodzeniu orientalnym: zupę migdałową z rodzynkami, kutię, bakalie, łamaniec z makiem, makowce itd. Owa symboliczna asymilacja kultur w czasie wieczerzy wigilijnej jest jednym z najlepszych świadectw kulturowego otwarcia mieszkańców dawnej Rzeczypospolitej.

Obecnie wpływy orientalne i wschodnie zataczają jeszcze szersze kręgi. Objawia się to przenikaniem do naszego kraju wpływów kuchni dalekiego wschodu. Powstaje coraz więcej restauracji chińskich, wietnamskich, japońskich oraz wywodzących się z rejonów wyspiarskich dalekiego wschodu. Poprzez coraz częstsze kontakty z tymi kulturami nasza kuchnia staje się coraz bogatsza.
 
Wpływy francuskie

Francja od dawna wyznaczała i kształtowała gusty i mody w Europie. Słynęła ze znakomitego stołu i win. Począwszy od XVII w. była wyrocznią w dziedzinie sztuki kulinarnej. W tym czasie dwór polski wszedł w koligacje dynastyczne z Francją, co znakomicie przyspieszyło rozprzestrzenianie się francuskiej kuchni również w Polsce  Polityka, kontakty handlowe, wpływy zakonów, podróże itp.- wszystkie te czynniki utrwalały modę na francuszczyznę. Wraz z Ludwiką Marią, żoną dwóch kolejnych królów Polski- Władysława IV i Jana Kazimierza, zjechało wielu Francuzów: dworzan, sekretarzy, żołnierzy, medyków, kupców, rzemieślników, a także kucharzy.

Ciekawym świadectwem początków wpływów francuskich na naszą kuchnię może być instrukcja króla Władysława IV dla dworzanina zajmującego się podejmowaniem posła francuskiego w 1647 r. na dni mięsne należało przygotować następujące ptactwo: jemiołuszki, kwiczoły, śniguły, jarząbki, kuropatwy, cietrzewie, głuszce oraz zwierzynę leśną; na dni postne: ślizie, pstrągi, lipienie, łososie świeże i wędzone, flądry, śledzie solone, minogi w occie, ostrygi, ślimaki, oraz genueński pasztet, świeże owoce, kasztany. Do potraw miały być podane wina reńskie, francuskie, włoskie, a także miody i piwa miejscowe. Był to zestaw składników z których kucharze tworzyli potrawy na sposób francuski.

Dwór królewski oddziaływał na rezydencje magnackie i szlacheckie. Zwolennicy kuchni francuskiej chętnie zatrudniali francuskich kucharzy i pasztetników.

Duży wpływ na kuchnię mieli Francuzi obecni w zakonach sprowadzonych przez Marię Ludwikę m.in. Córy Miłosierdzia, zwane szarytkami, Zgromadzenie Księży Misjonarzy oraz Zakon Nawiedzenia NMP. Pielęgnowali oni w szczególny sposób narodowe tradycje kulinarne.

Mimo wielkiej gościnności Polaków bardzo często francuscy goście narzekali na zbyt ciężką i za mocno doprawioną kuchnię polską. Przebywając w Polsce francuscy kucharze starali się wprowadzać nowe zwyczaje w polskiej kuchni. Za przykładem kuchni francuskiej coraz częściej zwracano uwagę na delikatność potraw, na urozmaicenie menu, na dekorację półmisków. Pojawiły się nowe przyprawy, zmniejszyło się użycie korzeni. Do farszów, „ragout” i garnirowania potraw zaczęto używać trufli. Niezbędnymi dodatkami do wyszukanych potraw stały się kapary i sardele (anchois).

Wina francuskie konkurowały z węgierskimi, włoskimi czy małmaskimi. Piła je głównie magnateria i szlachta, i to jedynie podczas specjalnych uroczystości.

Na większą skalę zaczęto sprowadzać wino burgundzkie w XVIII w. drogą morską przez Gdańsk. Początkowo pito je z wodą do obiadu. W drugiej połowie XVIII w. na polskich stołach zjawił się szampan. W Warszawie kilku Francuzów założyło piwnice i składy win francuskich.

W swoich relacjach z Polski Francuzi zwracali uwagę wielką obfitość posiłków, ale raził ich bardzo często brak podstawowych utensyliów stołowych. Goście zapraszani na przyjęcia bardzo często zmuszeni byli przynosić ze sobą własne łyżki, noże, widelce i serwetki. Żeby temu zaradzić na potrzeby bogatszych dworów zaczęto tego typu sprzęty sprowadzać z Francji. Jan Sobieski prosił np. Marię Kazimierę, aby podczas pobytu w Paryżu w 1665 r. zakupiła „dwa puzdra srebrnych nakryć ze wszystkimi do stołu należnymi potrzebami”.

Jeszcze w XVII w. oddziaływanie wpływów francuskiej kuchni w znacznej mierze ograniczało się do kręgów związanych z dworem królewskim oraz magnatów o sympatiach profrancuskich. Większość szlachty i ogromna część magnaterii tkwiła nadal w obyczajowości sarmackiej, w przywiązaniu do tradycyjnej kuchni polskiej. Silna postawa ksenofobiczna szlachty powodowała niekiedy opór wobec cudzoziemskich nowinek i skłonność do krytyki obcych przysmaków.

W XVIII w. francuska sztuka kulinarna znajdowała coraz liczniejszych naśladowców. Zmienił się kierunek wojaży szlacheckich. Jak dawniej do Włoch, tak teraz coraz częściej podróżowano do Francji, kulturalnego centrum Europy.

Potrawy staropolskiej kuchni zastępowano francuskimi, zamiast potazi i polewek podawano rosoły, buliony, zupy rumiane i „julienne”. Staropolskim siekankom z mięsa nadawano nazwę „ragout” lub „fricasse”. Pojawiły się pasztety i paszteciki, wymyślne farsze. Pieczyste zaczęto podawać z „garniturem jarzyn lub pulpetów”, jarzyny jako osobną potrawę, a sałaty, kompoty i sery kończyły posiłek. Nowością były desery, słodkie leguminy, jak omlety, suflety, parfety, musy; ciastkami i lodami zamykano wykwintne menu.

Do przyrządzania sosów posługiwano się bulionami, duszono w nich mięso, ryby, ptactwo. Ważnym składnikiem wywarów był „bouquet garni”, czyli zestaw aromatycznych roślin, ziół , które na sposób francuski wiązano nitką, a po ugotowaniu w całości usuwano. Podobnie wiązano warzywa przeznaczone na wywar. Zamiast octu stosowano cytryny, zamiast miodu- cukier, potrawy podlewano winem, „łososia świeżego u panów wykwintniejszych gotowano w samym winie burgundzkim”.

Za sprawą wkraczania francuskich obyczajów na polskich dworach zaczęto wprowadzać nowy sposób prezentacji i podawania potraw na stołach. Zaczęła obowiązywać nowa kolejność serwowania posiłków. Obiad rozpoczynano dwoma zupami do wyboru, takimi jak np. bulion i „creme”. Po nich następowało osiem- dziesięć dań, każde na oddzielnym półmisku lub w salaterce. Pieczone kaczki, bekasy, gołębie, pulardy z sosem rakowym, kapłony, pieczeń z rogacza obłożona pieczonymi skowronkami, kuropatwy „a la daube”, kwiczoły, zające i króliki, ozorki skopowe zapiekane  to potrawy podawane na drugie danie. Na trzecie zaś mogły być podane pasztety, karczochy, sałaty, trufle z krótkim sosem, mleczko cielęce szpikowane słoniną, pieczone na rożnie z zaprawą po wierzchu. Osobne miejsce na ówczesnych stołach stanowiły potrawy z ryb. Można wspomnieć np. buliony z ryb, jesiotra glaserowanego- „a la braise”, węgorza „a la galantine” lub „a la daube”, oraz sposoby na przyprawienie ślimaków, żab i ostryg.

Następny wiek przyniósł dalsze zmiany w kolejności podawania potraw „na sposób francuski”. Nadal obiad otwierano zupami, natomiast po zupach następowały przystawki zimne i gorące, tzw. hors d oeuvres. Tu wybór był ogromny, z zimnych podawano: pasztety strasburskie z gęsich wątróbek (foie gras), zimne mięsa, jajka na wiele sposobów, sałatki jarzynowe, ryby w galaretach i faszerowane, auszpiki z drobiu, rolady z mięs, a z gorących: „vol-au-vent”, krokiety, omlety z nadzieniem, potrawy z jarzyn, lekkie potrawy mięsne. Dopiero w czwartej kolejności podawano pieczyste, dania mięsne i rybne duszone w sosach, dziczyznę, drób. Po daniach głównych następowały sery, po serach sałaty. Obiad zamykano deserami (kremy, musy, owocowe suflety, lody itp.). Ich niezwykłe połączenia smakowe, kształty, barwy itp. stanowiły szczyty francuskiej sztuki kulinarnej. Po deserach podawano owoce i ciasta.
Do „nowomodnych potraw”, wymyślonych przez kucharzy francuskich należały faszerowane kapłony, kaczki, ryby, pulardy, bez których nie mógł się obyć uroczysty obiad.

Farsz (od franc. farcir-nadziewać) kucharze francuscy przyrządzali z łoju wołowego, z cielęciny, z kapłona, z chleba tartego, jajek, masła, śmietany, gałki muszkatołowej, pieprzu, imbiru i innych korzeni; tym farszem nadziewano mostki cielęce i baranie, prosięta, kapłony i kury, nazywane pulardami.

Nowością były galarety, z francuska zwane auszpikiem, czyli kawałki mięsa lub ryb wystudzone w wywarze z nóżek cielęcych, wieprzowych lub ryb, z dodatkiem warzyw. Takie auszpiki podawano jako zimną przystawkę.

Na wykwintniejszych przyjęciach podawano „chaud-froid”, czyli danie z gotowanego drobiu, ostudzonego i pokrojonego na plastry, każdy plaster pokryty był sosem beszamelowym z dodatkiem żelatyny.

Kuchnia polska wzbogaciła się o nowe techniki i metody gotowania i przyrządzania potraw, takie jak:
-glaserowanie (nadanie połysku potrawie , polukrowanie)
-faszerowanie
-blanszowanie (blanchir) - czyli obgotowywanie we wrzątku
-zapiekanie (au gratin)
-marynowanie (mariner)
-szpikowanie (piquer)
-panierowanie (paner)
-gotowanie w kąpieli wodnej „au bain marie”, co spolszczono, używając określenia „gotować w bemarze”
|
Nowym zwyczajem podczas przyjęć było ustawianie przed gośćmi menu. Zaczęto także praktykować tzw. „żurfiksy” (jour fixes), czyli stałe dni przyjęć i wizyt, podczas których do herbaty podawano ptifurki (petits fours), małe ciasteczka z kruchego lub makaronikowego ciasta, dekorowane na wiele sposobów.

Rozwijająca się w XIX w. gastronomia dawała pole do popisu francuskiej sztuce kulinarnej, która dawniej zamknięta w zaciszu rezydencji arystokratycznych, stawała się dostępna dla szerszych kręgów społecznych. Modę i snobizm na wyrafinowaną kuchnię francuską podtrzymywały restauracje, zakładane przez Francuzów, jak i przez rodzimych gastronomów. Z Francji sprowadzano luksusowe artykuły spożywcze takie jak: ostrygi, homary, sole, turboty i tuńczyki. W menu wystawnych obiadów niemal każda potrawa miała dodatek trufli.

Francuska sztuka kulinarna zaczęła zajmować wyjątkową pozycję w menu pierwszorzędnych restauracji, stanowiąc konkurencję dla tradycyjnej kuchni polskiej.

Trwająca od wieków moda na kuchnię francuską, szczególnie silna od czasów oświecenia, na stałe weszła w skład naszej kuchni i stała się jej integralną częścią.
 

Partnerzy

realizacja: Vizyer.pl | Strony www Warszawa