Jestem samotnikiem…

Opublikowano: 08-04-2010

pawel_pochwala_kawa2

Jestem samotnikiem...

Złotą rybkę poprosiłbym o zdrowie i   dokończenie edukacji moich dzieci to po pierwsze. Po drugie chciałbym wygrać jedne zawody Pucharu Europy w klasie Laser Radial, to takie sportowe życzenie. A po trzecie chciałbym, żeby ten kraj ruszył z miejsca.

 

 

 

Paweł Pochwałaabsolwent socjologii na UW i reżyserii na PWST w Warszawie. Od 1993 roku jest gospodarzem programu "Kawa czy herbata?" w Telewizji Polskiej. O innych projektach nie wspominam, bo nie wystarczy nam miejsca na wywiad ; -). Tak długa jest lista.

Zapraszam do przeczytania wywiadu z pełnym energii i radości fanem Michaela Jacksona Panem Pawłem Pochwałą.

Gustuje Pan w kawie czy herbacie?

Po osiemnastu latach prowadzenia tego programu nie mam wyrobionego zdania. Pijam i kawę i herbatę zaś generalnie gustuję w innych napojach. Pani pytanie to tytuł naszego programu, bo na końcu jest znak zapytania: Kawa czy herbata? I niech tak zostanie.

Czy na przestrzeni tych osiemnastu lat pracy w Kawie… była jakaś wyjątkowa, może egzotyczna potrawa, która zaskoczyła Pana smakiem, aromatem?Rzeczywiście ten program złożył się z całym takim kulinarnym bumem w Polsce. Dlatego w naszym programie byli wszyscy znakomici polscy kucharze. Kiedy debiutowaliśmy, był to czas kiedy w Polsce zaczynały zapełniać się półki. To miało ogromne znaczenie. Dlatego ten wątek kulinarny w Kawie czy herbacie był tak ważny. Okazało się, że w domu można coś więcej zrobić niż tylko usmażyć prostą jajecznicę czy kotlet.

Czy mnie zaskoczyła jakaś potrawa? Co tu się nie działo w tej kuchni, to trudno nawet sobie wyobrazić. Nasi widzowie bardzo ostrożnie reagowali na wszelkie popisy kulinarne. Zawsze mieliśmy żywy kontakt z widzami i wiedzieliśmy, że owoce morza, różne specjały również zagranicznych kucharzy wcale im nie odpowiadały. Osoby, które nas oglądają raczej wybierają proste rzeczy, zatem tych prostych rzeczy jest w programie znacznie więcej.

Nigdy nie zapomnę kiedy w naszej kuchni Jacek Szczepański dosłownie w kilka sekund usmażył świeże liście szpinaku z dodatkiem czegoś. To było coś tak genialnego, że do dziś pamiętam! Osobiście preferuję smaki proste i bliższe polskiej kuchni niż jakąś egzotykę.


Czy zdarzyła się w Pana karierze sytuacja, że ze względu na zapachy, aromaty dobiegające z kuchni nie mógł się Pan skupić na programie?
Wielokrotnie się tak zdarza. Niestety nie tylko gdy ten aromat jest wyjątkowy, ale również gdy coś po prostu się przypala. Wtedy trzeba robić dobrą minę do złego zapachu.


Czy zdarza się Panu coś przypalić w kuchni?

Ja nie jestem dobrym kucharzem. To naprawdę jest wielka i wspaniała sztuka. Miałem to szczęście, że wszystkie kobiety w starszym pokoleniu, które są wokół mnie są świetnymi kucharkami. I moja mama, i moja teściowa i ciocia Kazia to są takie mistrzynie świata, że ja nawet nie zabieram się za gotowanie. Natomiast umiem robić pączki.



Pączki? Nie gotuje Pan, natomiast robi Pan pączki, skąd taki pomysł?

W domu rodzinnym mojej mamy w Ostrowcu Świętokrzyskim była ciocia Bronka, która robiła genialnie dwie rzeczy. Pierwsza, to był barszcz Wielkanocny na zakwasie, a druga to właśnie pączki. U mojej mamy Święta Wielkanocne polegały na jedzeniu tylko jednej potrawy, którą spożywało się na śniadanie, obiad i kolację. To był barszcz na zakwasie, który czekał cały rok  na piecu i w kotle żeliwnym sobie „pykał”. Nigdy nie zapomnę tego smaku. Tak więc to był pierwszy smak, natomiast drugi, to były te pączki. Genialne! Ciocia robiła co tydzień 44 pączki. Zawsze były pyszne i długo utrzymywały świeżość. Dlatego zapadły mi w pamięci i nauczyłem się je robić. Co prawda dawno nie smażyłem ich, gdyż nie mam odpowiednich warunków.  Pączki wymagają jednej podstawowej rzeczy. Żeby ciasto wyrosło i miało odpowiednią konsystencję w kuchni musi być 26 stopni. W domu mojej mamy gdzie w kuchni był piec, nie było problemu  wytworzyć taką temperaturę i ją utrzymać. Natomiast teraz gdzie kuchnie są otwarte, jest to trudne.



Jako młodzieniec marzył Pan o niezwykłym batonie…

O snickersie! Byłem wtedy już studentem, bardzo lubiłem słodkości natomiast w sklepach mało co było. Moja przyszła żona, wtedy jeszcze była moją koleżanką, miała bony, za które w Pewexie kupowało się różne rzeczy. I właśnie za te bony kupiła pewnego dnia snickersy. Smak tego batona był dla nas niesamowity, wręcz bajeczny. Z tych doznań smakowych zwierzyłem się moim rodzicom. Na najbliższe święta Bożego Narodzenia moi rodzice przyozdobili w snickersy, specjalnie dla mnie choinkę. Nie wiem jak je zdobyli. Ja przez całe święta nie zauważyłem tych smakowitych ozdób na drzewku. Dopiero w dniu wyjazdu tata zwrócił mi uwagę na te wyjątkowe ozdoby, wiszące pomiędzy bombkami. Istne szaleństwo!

pawelpochwalaalicante_182.jpg       pawelpochwalabronicki_2.jpg    

Paweł Pochwała z Małgorzatą Kożuchowską          Paweł Pochwała na Laserze

na starcie Volvo Ocean Race w Alicante

Mówi Pan o sobie, że jest łakomczuchem. Jak zatem udaje się Panu utrzymywać formę szczególnie w trakcie sezonu żeglarskiego. Pływa Pan przecież na Laserze- jednoosobowej łódce olimpijskiej. Czy stosuje Pan jakąś dietę?

Teraz bardzo rzadko jem słodycze. W ogóle mało jem. Na łódce wyczynowej forma fizyczna jest podstawą bytu. Żeglarze słabi fizycznie nie mają żadnych szans. Tam po prostu potrzebna jest fizyczna siła. Z natury nie jestem silny, dlatego muszę tę siłę budować. Nawet wynająłem trenera i regularnie trzy razy w tygodniu po dwie godziny ćwiczę.  Na moją łódkę muszę ważyć ok. 70kg. Co do jedzenia, to nie trzymam jakiejś specjalnej diety. Zaraz po treningu powinienem zjadać ok. 25dkg mięsa, kurczaka czy indyka. By dostarczyć mięśniom białka. I tu  pojawia się problem bo dla mnie to nieco za dużo. Ja generalnie jem wszystko, ale w małych ilościach i regularnie.

Wracając do Kawy, czy pamięta Pan jakieś śmieszne wpadki kulinarne na antenie?Przypominam sobie dwa takie momenty. Pierwsza sytuacja to kiedy prowadziłem program z moją partnerką Iwoną Schymallą.  Gościliśmy wtedy Jana Kościuszkę, chyba przed Świętami Wielkanocnymi. Był ustawiony pusty stół, na którym stopniowo przybywały potrawy. Byliśmy umówieni z Janem, że w pewnym momencie pojawią się na tym stole Wielkanocne jajka. No i moja szanowna koleżanka Iwona podchodzi do pana Jana Kościuszki i mówi: Czas na pańskie jaja panie Janie. No i koniec. Może pani sobie wyobrazić reakcję wszystkich na planie. Natomiast druga sytuacja miała miejsce kiedy gotowaliśmy na podstawie przepisów widzów. Prosiliśmy ludzi o dostarczanie nam prostych przepisów, potraw które gotują. Z wcześniej kupionych produktów gotowaliśmy z Iwoną na żywo. Na linii zaś mieliśmy autora danej potrawy, który nas instruował. Z czasem trochę nas to znudziło, że tak wszystko ładnie i składnie nam idzie. Zatem przed jednym z programów umówiliśmy się z autorem by w trakcie naszego gotowania zwrócił nam uwagę, że coś źle robimy. Ten człowiek tak to sobie wziął do serca, że co wchodziliśmy na antenę, to on krzyczał: Co wy tam robicie, to jest beznadziejne, nie umiecie gotować! Czynił nam takie reprymendy przez dwie godziny. Gdy po programie  zadzwoniliśmy do niego był zachwycony i powiedział: Ale fajnie było, prawda? No cóż, to jest program na żywo.


Jak kolokwialnie mówiąc nie spalić się na forum publicznym, przed kamerami?

Nie ma na to rady. Trema, która jest uczuciem mobilizującym jest zawsze. Nie jesteśmy w stanie się tego uczucia pozbyć. Kamera to jest czarne oko, które bardzo paraliżuje, nie tylko naszych gości, ale nas również. Nie ma żadnej swobody, po prostu jeden lepiej wygląda w tej sytuacji, inny gorzej. To nie jest naturalne, że patrzy na nas pięć kamer, co więcej, przez te pięć kamer ogląda nas milion ludzi.



Mógłby Pan żyć bez tej adrenaliny, bez kontaktu z widzami?

Jestem z wykształcenia reżyserem. Gdyby przytrafiła mi się taka sytuacja, że mógłbym stanąć po drugiej stronie kamery, zamienić pracę prezentera na reżysera to chętnie bym to zrobił. Dlatego, że ten zawód, który teraz wykonuję nie ma dla mnie tajemnic. Poprowadziłem około trzech tysięcy programów. Byłem w różnych sytuacjach lepszych i gorszych. Nie chciałbym by to zabrzmiało jak megalomania, natomiast trudno jest mi wyobrazić sobie sytuację, która mogłaby mnie zaskoczyć. Dlatego chętnie sprawdziłbym swoich sił po drugiej stronie kamery. Tutaj podejrzewam czekałaby mnie cała masa różnych ciekawych sytuacji, a ponieważ mam przed sobą jeszcze kilkanaście lat pracy, to coś takiego by mi się przydało.

Proszę dokończyć zdania:

W kuchni jestem nie ma mnie.

Przepadam za wiatrem i wodą.

Gdybym mógł zacząć jeszcze raz to zostałbym samotnym żeglarzem.

Boję się wielu różnych rzeczy, nie są to jednak fobie.

W życiu piękne są na pewno chwile i to nie tylko w piosence, no i Polki, do tego nie mam żadnych wątpliwości.