Karate & Vip Star

Opublikowano: 09-08-2010

robert

robert.moskwa.jpgAbsolwent wrocławskiej Szkoły Teatralnej (1991). Bezpośrednio po szkole aktor teatru Terre de Scene int. (Francja). Współzałożyciel wrocławskiego Teatru k2 (1990-2005).

Trenuje karate od siedemnastego roku życia. Aktualny brązowy medalista Mistrzostw Europy w konkurencji En-Bu. 1 Dan w Karate JSKA, 1. Dan w Karate Fudokan. Prawy obrońca Reprezentacji Artystów Polskich.

Szanowni Państwo spotkanie z Robertem Moskwa!

Studiował Pan filologię polską na Uniwersytecie Szczecińskim, zatem skąd pojawił się u Pana pomysł na aktorstwo?

Robert Moskwa:
To nie tak. Już w trzeciej klasie liceum wiedziałem, że chcę zostać aktorem. Tylko dlatego, że nie dostałem się do szkoły aktorskiej a przed wojskiem musiałem uciec. I uciekłem do Wyższej Szkoły Pedagogicznej, dopiero po moim drugim roku stała się uniwersytetem. Zimowałem w tej szkole i przygotowywałem się do szkoły teatralnej. Za czwartym razem dostałem się do PWST we Wrocławiu. Byłem zdeterminowany i uparty ale nie tak głupio uparty. Gdzie ta granica przebiega? Przebiega w momencie gdzie nie potrafimy sobie zdefiniować przyczyn porażki. Tak długo jak potrafiłem sobie odpowiedzieć dlaczego nie zdałem, tak długo uważałem, że ma to sens.

Co Pan czuł gdy dowiedział się Pan, że jest na liście przyjętych?

RM:
Pamiętam dokładnie ten moment. To odbyło się jeszcze w starym budynku wrocławskiej szkoły tzw. gierkówce. Staliśmy w holu na dole a na schodach stanęła Pani Danusia, pracownica dziekanatu z listą i zaczęła po kolei wyczytywać nazwiska osób przyjętych. Na szczęście nie musiałem czekać zbyt długo, bo byłem piaty czy może szósty na tej liście. Pamiętam, że wtedy to był jeszcze szczytowy moment mojej formy karateckiej i ze szczęścia przywaliłem z całej siły w taką boazerię. Do dziś pamiętam ten huk, tego wyprowadzonego ciosu z tą energią. Było to dla mnie wydarzenie ekstatyczne, które zapadło mi głęboko w pamięci.

Czy kiedykolwiek żałował Pan, że wybrał ten zawód? 

RM:
Absolutnie nigdy w życiu. Może tylko żałowałem, dróg którymi później poszedłem. Bo zawsze można było wybrać inną drogę.

Wspominał Pan o karate, sztukę walki którą trenuje Pan od 17 roku życia. W roli doktora Rogowskiego w „M jak miłość” również ćwiczy Pan karate. Ile w tej roli jest z Roberta Moskwy?

RM:
Wiadomą jest sprawą, że scenarzyści w pewnym momencie staja przed taką ścianą, iż trudno jest cos dalej wymyślić. I bardzo chętnie czerpią z tego co aktor sam sobą prezentuje jako człowiek. Na tej zasadzie Karolina Nowakowska tańczyła w serialu i na tej zasadzie ja miałem najpierw treningi karate a potem ten wątek został rozwinięty.

Dla Pana karate to tylko sztuka walki czy może jakaś głębsza filozofia?

RM:
Myślę, że wszystko co wykonuje się z pasją, z dokładnością i precyzją zakrawa gdzieś o filozofię. Nie demonizowałbym tej filozofii. Uprawiam karate gdyż to ukształtowało mój charakter, to jedna z niewielu dziedzin życia gdzie wychodzi się na matę i po prostu wygrywa lepszy. W życiu nie zawsze jest tak, możesz być lepszy a układ sprawia, że i tak Ci podziękują.

Czy stosuje Pan jakąś dietę w związku z karate?

RM:
To nie jest tak, że palę kadzidełka i jem miseczkę ryżu :) Ja po prostu dostałem dar od opatrzności, że nie lubię  tego co jest niezdrowe. Nie pamiętam kiedy jadłem wieprzowinę czy wołowinę. Jem ryby, drób ale częściej indyka i kaczkę niż kurę. Jem dużo nabiału, który bardzo lubię. Jako przegryzkę jem selera naciowego. Na szczęście nie muszę się katować.

Mamy teraz sezon grillowi w pełni, jakie tu smaki Pan preferuje?

RM:
Zamiast karkówki na grillu wolę sobie przygotować pstrąga, łososia czy doradę ale na ognisku. Co prawda jest więcej zachodu z tym ogniskiem ale przynajmniej w zgodzie z naturą. Natomiast różnica w smaku jest kosmiczna. Każdy, kto próbował ryby upieczonej na ognisku wie o czym mówię.

Gotuje Pan?

RM:
Lubię gotować, pichcić. Jak tylko mam okazję i czas to szaleję w kuchni. Lubię różnego rodzaju eksperymenty kulinarne. Umiem odnaleźć się w sytuacji gdy nie ma za dużo rzeczy w lodówce i komponuje się danie z tego co znajdzie się w szafkach. Z bardziej takich sentymentalnych i smakowitych przygód to było przygotowanie dorady królewskiej nad ogniskiem. Urządziłem specjalne palenisko, powkładałem patyczki i ta ryba tam się pichciła. Do środka włożyłem tymianek, selera naciowego, pietruszkę, doprawiłem solą, pieprzem i cytryną. Później oczywiście już gdy ryba była gotowa, ten cały farsz wyrzuciłem i ryba była po prostu bajka. Soczysta, przepyszna! 

Lubi Pan pichcić czy ma Pan zatem jakieś swoje popisowe danie?

RM:
Nie wiem czy jest to moje popisowe danie, myślę o enchiladzie. Na pewno przygotowanie tego dania wymaga dużo czasu. Trzeba zrobić samemu salsę. Następnie przygotować warzywa, posiekać na kawałeczki. Kurczaka grilluję, oczywiście można usmażyć na patelni ale to już ma inny smak. Moja córka nigdy nie mogła zrozumieć dlaczego mój kurczak jest taki soczysty. Później to wszystko trzeba połączyć, dodać kolendrę, następnie wsadzić do piekarnika i zapiec. To jest taka robota na półtorej do dwóch godzin. Ale efekt jest przepyszny.

Gdyby mógł Pan cofnąć czas zmieniły Pan coś w swoim życiu?

RM:
Nie mam takich sytuacji, które spędzają mi sen z powiek, dlaczego tego czy czegoś innego nie zrobiłem. Ale na pewno wprowadziłbym parę poprawek. Zacząłem trenować karate w trzeciej klasie liceum i dzisiaj jak na to patrzę, to te treningi były na poziomie wyczynowym. I tak trenowałem trzecią, czwartą klasę liceum i pierwsze dwa lata studiów w Szczecinie. Natomiast jak przyjechałem do Wrocławia i zacząłem studiować na wydziale aktorskim. Byłem tak zachwycony, że jestem w końcu w tej wymarzonej szkole, że należy się temu na maxa poświęcić. I dziś wiem, że było to kompletnie bez sensu, bo inni mieli to kompletnie gdzieś. Generalnie ja byłem na każdej próbie, odpuszczałem treningi na początku jeden, dwa a później w ogóle zaprzestałem. Krótko mówiąc, żałuję że przestałem wtedy trenować. Gdybym trenował niezmiennie i cały czas, to na pewno bym był o niebo dalej. I być może przeżył bym o niebo więcej w tej dziedzinie. Ale to jest nauczka, że nigdy nie jest tak, że coś jest tak ważne, że wszystko inne się nie liczy.  Dystans zawsze musi być zachowany. Odwody muszą być i inne fronty też trzeba trzymać, przynajmniej utrzymywać.

Gdyby mógł Pan przeżyć jeszcze raz jakąś chwilę, co by to było?

RM: Wakacje z moją córką jak szukaliśmy skarbu. Zaplanowałem tę wyprawę na dwa miesiące przed. Córka miała wtedy 6 lat. To były moje naprawdę najpiękniejsze wakacje. Po drodze były szyfry, znaki, ukryte listy, zamki które trzeba było odwiedzić, śledzili nas ludzie itd. Coś niesamowitego :) Skarbem był olejek – balsam szczęścia, zalakowany w starej buteleczce. Skarb schowany był przy zamku w Gołubiu – Dobrzyniu, pod kolumbryną, którą w Potopie Kmicic wysadzał. Powiedziałem córce, że gdy ktoś jest smutny lub zły musi posmarować sobie olejkiem za uszami a smutki i złość natychmiast znikną.

Gdzie możemy Pana teraz zobaczyć?

RM:
Trwają zdjęcia do „Historii Roja”, będzie z tego zrobionych bodajże 5 odcinków telewizyjnych i tam gram. Niezależnie oczywiście „M jak miłość” i to chyba wszystko. Oprócz tego mam swoją szkołę karate Karate Stars i tu się bardzo spełniam.

Czy jest konkretna rola, którą chciałby Pan zagrać?

RM:
Nie ma takiej. Chciałbym żeby to był spektakl mało obsadowy  by było co grać, gdzie coś się dzieje a nie każdy z aktorów ma pięć zdań do powiedzenia i to wszystko. Ja w ogóle uważam, że jestem łakomym kąskiem dla teatrów, zwłaszcza niezależnych. Jakaś tam gęba jest, moje doświadczenie, poza tym doświadczenie organizacyjne, mam trochę atutów, które mogą być przydatne. Co ma być to będzie!

Najbliższe Pana plany zawodowe?

RM:
Teraz koncentruję się na mojej sekcji karate. Treningi ruszają od połowy sierpnia. Serdecznie zapraszam dorosłych i dzieci zainteresowanych tą sztuką walki na ul. Miedzianą 11. Szczegóły na http://www.karatestars.pl