WORK – LIFE BALANCE w gastronomii

Opublikowano: 18-04-2018

Work – life balance to umiejętność utrzymania równowagi pomiędzy życiem osobistym, a pracą zawodową. Takie podejmowanie decyzji, by żadna z płaszczyzn nie ucierpiała, a człowiek mógł cieszyć się dobrymi relacjami z bliskimi, z jednoczesnym stawianiem na rozwój kariery i realizowaniem ambicji. A wszystko z troską i w zgodzie ze sobą.

Ambicje kontra reszta świata

WLB zaczyna w Polsce cieszyć się sporą popularnością, choć z rozmów prywatnych wynika, że póki co głównie jako myśl przewodnia szkolenia, czy artykułu prasowego. Nie mniej jednak temat wkracza do miejsc pracy, gdzie wypalenie zawodowe pracowników ma odczuwalny wpływ na wynik firmy. W domach brak umiejętności balansowania między „życiem”, a „pracą” od dawna zbiera żniwo klęski w relacjach. – Filozofia work-life balance sugeruje zachowanie racjonalnego dystansu i znalezienie dla siebie złotego środka i tej jakże cennej równowagi w życiu. I nie chodzi tu o separowanie pracy od życia rodzinnego. W WLB mowa jest o zdrowym przenikaniu się obu tych najważniejszych aspektów – tłumaczy Małgorzata Piotrowska, redaktor naczelna Newsgastro, która rekomenduje takie podejście do życia swoim współpracownikom. Nie ma wątpliwości, że niekontrolowane ambicje prowadzą do przemęczenia, a w efekcie do kłopotów ze zdrowiem i konfliktów z rodziną. Skupienie się z kolei na życiu prywatnym, najczęściej jednak nie rozwiązuje sytuacji i nie daje poczucia spełnienia. Jak zatem należy pracować, by normalnie żyć i jak żyć, by móc realizować się pracy? Zwłaszcza, jeśli jest to tak wymagająca branża, jaką jest gastronomia?

Amerykańskie wzorce 

Na przełomie lat 70/80 specjaliści zwrócili uwagę na mniejsze zaangażowanie pracowników oraz spadek ich wydajności i małą kreatywność. A wszystko przy wzroście problemów rodzinnych i zwolnień lekarskich z powodu chorób psychosomatycznych. Zjawisko przybierało na sile, co słusznie budziło niepokój tak pracodawców i socjologów, jak i ekspertów, którzy upatrywali w tym globalne zagrożenie dla gospodarki. Zwłaszcza w kontekście dynamicznie rozwijającej się Japonii, gdzie w wyniku przepracowania każdego roku umierało koło trzydziestu tysięcy pracowników(!). Liczne badania i obserwacje doprowadziły do oczywistych dzisiaj wniosków, mówiących o tym, że opisane problemy są wynikiem utraty równowagi. – Niezwykle istotne jest, by tę równowagę zachować nie tylko w kontekście czasu, jaki poświęcamy pracy. Są dni, kiedy po prostu trzeba pracować po kilkanaście godzin na dobę, bo wynika to choćby z sezonowości, czy z okoliczności nadrzędnych. WLB nie każe nam wychodzić z pracy równo o 17.00 i nie przenosić pracy do domu. Wręcz przeciwnie. Chodzi o takie podejście do życia i do obowiązków zawodowych, by były one zharmonizowane, wzajemnie się przenikały. To kwestia tak organizacja czasu, jak i priorytetów, wartości i szczerości w relacjach. W USA dowiedziono, że można tak balansować, by być spełnionym i szczęśliwym. Choć nie jest to łatwe do osiągniecia. – tłumaczy Piotrowska.

Gastronomia, a WLB

Nie jest tajemnicą, że praca w gastronomii i dążenie do sukcesu wymaga ogromnego poświęcenia. Przede wszystkim godzin pracy, które „wykrada się” życiu prywatnemu. Zabiegi, mające ułatwić pracownikom godzenie życia i pracy mają tu skromne zastosowanie. Nie jest bowiem możliwa w gastronomii praca z domu, niepełne wymiary godzin, restrykcje wobec nadgodzin, czy dodatkowe dni wolne dla rodziców. Ale specjaliści dowodzą, że WLB powstaje, rozwija się i utrzymuje przede wszystkim w naszych głowach. Sami bowiem tworzymy ograniczenia, przekonania i wzorce zachowania. Małgorzata Piotrowska tak to opisuje: – Bez wątpienia pracownicy gastronomii nie mają łatwego orzecha do zgryzienia w tej kwestii. Ale to jest do zrobienia, przy chęci zainteresowanych i dobrej woli pracodawców. Elastyczne godziny pracy w niskim sezonie, jakieś udogodnienia dla rodziców małych dzieci, czy szkolenia z zakresu choćby organizacji czasu pracy z całą pewnością wpłyną pozytywnie na zbliżanie się do tak cennej równowagi. 

Błędne przekonania

W Polsce wciąż pokutuje przekonanie, że najlepszym rozwiązaniem jest „nie przynoszenie pracy do domu”. I jednocześnie „nie odkrywanie się” w pracy ze swoim „człowieczeństwem”. – To tak, jakby sugerować ludziom, żeby mieli dwa życia obok siebie. Do 17.00 jesteśmy pracownikami, potem wchodzimy w tryb rodzina. Jak niby mamy to zrobić? Jeśli w biurze zostawimy rozogniony temat, nie będzie z nas pociechy w domu, a rozmowa z bliskimi może pomóc przynajmniej w próbie wzajemnego zrozumienia swoich emocji. – opowiada redaktor Piotrowska. – Od lat rozumiem, jak ważne jest łączenie tych światów. Moi współpracownicy mają prawo opowiedzieć mi, dlaczego są podenerwowani, a ja rozumiem, że np. syn w szpitalu ma wpływ na niższą kreatywność danego dnia. Bo niby jak ten człowiek ma zamknąć drzwi swoich emocji? – I rzeczywiście, bardzo destrukcyjne jest oddzielanie pracy od życia osobistego i odwrotnie. Mówi się wręcz o grzechach głównych nieefektywnego podejścia. Wśród nich jest m.in.: przepracowywanie tylko i wyłącznie wymaganej liczby godzin, nie rozmawianie w pracy o domu, a w domu o pracy, nie branie pracy do domu, wyłącznie telefonu służbowego w domu, a prywatnego w pracy. Jak nietrudno się domyślić, wielu z czytelników uzna, że to nie są „grzechy”, a jedyne, słuszne rozwiązanie. Tymczasem eksperci i samo życie świadczą, że to relikty błędnego podejścia, które prowadzi do wypalenia zawodowego i do kryzysów w relacjach prywatnych.

Jak dążyć do równowagi?

Punktem wyjścia z całą pewnością powinno być zrozumienie tematu przez wszystkie strony: pracodawcy, pracownika, ale też jego najbliższych. Świadome organizacje wiedzą już, że w perspektywie czasu efektywny będzie wyłącznie człowiek, który ma swoje życie prywatne. Taki, który o rodzinie mówi w pracy, a o pracy – w domu. Filozofia BLW podkreśla, że należy zachowywać we wszystkim umiar, wykazywać się empatią, asertywnością i umiejętnością wsłuchiwania się w potrzeby własne i najbliższych. Jeśli naprawdę trzeba – można śmiało pracować w domu, ale też załatwiać najpilniejsze sprawy rodzinne w godzinach pracy. Należy zapomnieć o sztucznym dzieleniu własnego życia na dwie sfery, bo to jest po prostu niemożliwe do wykonania i kończy się stratą zdrowia, poczucia bezpieczeństwa i dobrych relacji. Efektywność nie wynika bowiem z wielogodzinnego poświęcenia się zadaniu. Efektywność jest naturalną pochodną szczęśliwego, spełnionego człowieka.